Marta - z zawodu: żłobkowa ciocia
Osoba, która z Muminkami ma lepszy kontakt niż z własnym zegarkiem.
Jej zamiłowanie do Muminków to nie tylko sentyment z dzieciństwa, ale sposób patrzenia na świat: z życzliwością, uważnością i odrobiną magii.
Na co dzień - pogromczyni maluchów! (Ale tylko w sensie pedagogicznym).
Praca z dziećmi to jej supermoc – potrafi zapanować nad grupą rozbrykanych dzieciaków z taką gracją, jakby uczyła je jogi, a nie liczenia do dziesięciu.
Gdy trzeba, przemieni się w piosenkarkę, aktorkę, detektywa, mediatora i specjalistkę od plasteliny - wszystko w jednej osobie. Najbardziej spełnia się zawodowo w pracy z najmłodszymi. Z niesłabnącym entuzjazmem buduje z nimi relacje, uczy przez zabawę i pokazuje, że wiele można się nauczyć brudząc ręce i stópki podczas zajęć sensorycznych. Dzieci ją uwielbiają, a ona sama nie wyobraża sobie innej drogi zawodowej. Jej kolejną miłością, zaraz po dzieciaczkach i Muminkach, jest Londyn. Miasto, które zna jak własną kieszeń, a mimo to wciąż odkrywa na nowo. Czuje się tam jak w domu, z kubkiem kawy w ręku, spacerując po zaułkach Notting Hill czy nad Tamizą o zmierzchu.
I jeszcze jedno, piesze maratony! Dla Marty „krótki spacer” to 25 km i kilka odcisków. Zna każdy szlak, każdą leśną dróżkę, a jej stopy mają więcej przebiegu niż przeciętny samochód. Gdyby była bohaterką bajki, miałaby magiczne buty, które same wybierają trasę.


